wtorek, 18 sierpnia 2009

Praktykująco

pan M.: No dziewczyny, co tam?
Pat&Ell: Hmmmmmmm, no wie pan... jest pewien problem...
pan M. (chwytając się za głowę): Co znowu?
P&E: No bo... ten temat padł... i nie mamy nic innego...

pan M.: To dobra, na kiedy to możecie zrobić?
P&E (z nadzieją w głosie): Na za tydzień?
pan M.: Nie róbcie sobie żartów, najpóźniej na piątek.
P&E (bez nadziei w głosie): No doobrze...

pan M.: Czemu te zdjęcia są takie beznadziejne? Tego dziecka prawie nie widać!
P&E: Bo to dziecko było małe, nie nasza wina!
pan M.: To znajdźcie grube dziecko!

P&E: I? Przeczytał pan? Może być?
pan M.: Nie, zdjęcia są tak beznadziejne, że nawet nie czytałem.

P&E: I co, nadaje się jakiś z tych tematów, które wysłałyśmy?
pan M.: Nie.

W piątek kończę sześciotygodniowe praktyki w Gazecie Krakowskiej. Bilans:
- 2 artykuły, trzeci się będzie robił, wszystkie trzy na temat dróg. Żeby bardziej urozmaicić to jeden o gminnej, drugi o powiatowej, trzeci o wojewódzkiej. Żaden zapewne nie zostanie opublikowany.
- Zrobione zdjęcia do jednego artykułu. Opublikowane.
Wnioski:
- Hmm, chyba nie zostanę dziennikarzem?
- Zostanę specjalistą od dróg.

czwartek, 18 grudnia 2008

Inteligencja przez duże i

studentka: Przepraszam... a czy te grube książki to też można wypożyczać?

niedziela, 9 listopada 2008

Łazienkowy ambaras

Wydawałoby się, że całkiem inteligentna i błyskotliwa osóbka ze mnie. Ale jak to niestety w życiu bywa- pozory mylą. Nie dajmy się zwieść temu pełnemu powagi i rozsądku wyglądowi. Po raz chyba tysięczny w swym bądź co bądź nieszczególnie jeszcze długim życiu popisałam się żywością umysłu. Już spieszę z wyjaśnieniami o cóż też mi chodzi. Wraz z mą równie bystrą współlokatorką miałyśmy nie lada problem. Otóż okazało się, że przecieka nam wanna. Może nie dokładnie sama wanna, ale jest z nią problem, a z problemu tego wycieka woda. Ponieważ robiłyśmy pranie i włożyłyśmy do niej wąż od pralki, którym wszystkie brudy wylatują to zalało nam caluteńką łazienkę. Cudem jakimś nie przeciekło nic do sąsiada z dołu, który podobno nie należy do zbyt sympatycznych- osobiście jeszcze się o tym nie przekonałam, ale takie chodzą słuchy. Skoro już miałyśmy po kostki wody to trzeba było zabrać się do sprzątania. Zbierałyśmy tą wodę (czy może tę? nigdy nie wiem) i zbierałyśmy, a jej nie ubywało ani o milimetr, ciągle wypływała. Muszę przyznać, że różnymi niecenzuralnymi epitetami wanna została już obdarzona, gdy nagle po jakichś 20 minutach doznałam olśnienia. Tak. Wylewałyśmy wodę z powrotem do wanny.

sobota, 27 września 2008

Silesia welcome to

Mieszkanie gotowe. Sprzątałyśmy tam calusieńkie dwa dni. Takiego syfu to jeszcze nie widziałam. Dzisiaj już się przeprowadzamy. I nagle, jak przez cały ten czas się cieszyłam to teraz mi się odechciało. W gruncie rzeczy w domu jednak nie jest najgorzej. Obiadów gotować nie muszę, o nic się martwić, wszystko mam pod nos podtykane. Ale chyba nawet to nie to mi tak przeszkadza. Powiedzmy sobie szczerze, ja jestem córeczką mamusi i tatusia ;) I tęsknię za domem. Ja wiem, że to mi przejdzie zapewne już po jakiś 2 dniach, ale jak na razie jakoś mi tak niewesoło.

Jak na razie przez jakiś miesiąc nie będziemy miały internetu. Co też jest dla mnie ciosem, bo zdecydowanie jestem od niego uzależniona. Ale jakoś chyba przeżyję. Taki przynajmniej mam zamiar.

Cóż, drugi rok studiów czas zacząć.

poniedziałek, 22 września 2008

W poszukiwaniu inspiracji

Okazało się, że jednak pokój w mieszkaniu musi zostać taki jaki jest, bo zbyt dużo pracy i kosztów trzeba by włożyć w wyremontowanie go. Siedzę więc teraz i główkuję co by tu zrobić, żeby z tandetnego pokoju, z wzorzystymi biało-szarymi tapetami i przedpotopowymi meblami zrobić coś przytulnego i nadającego się do mieszkania. Googluję więc w poszukiwaniu inspiracji, przekopuję allegro, by jak najtańszym kosztem znaleźć jakieś dodatki, zasłony, narzuty. I kombinuję jak można by go przemeblować, żeby lepiej to wyglądało. Pomysłów już trochę nazbierałam, ale sama mieszkać nie będę, więc czekam na aprobatę współlokatorki. Co z tego wyniknie to się okaże, mam nadzieję, że będzie dobrze.

Za oknem zieleń zmieniła kolor ze słonecznego w bardziej dostojne, poważne barwy, gdzieniegdzie prześwituje już żółć i brąz. Deszcz najwyraźniej dzisiaj dał sobie wolne i w końcu przestał nam kapać z tego nieba. Skoro już to lato się skończyło to mogłaby przyjść na złota, polska jesień. Ale czekam na nią i czekam i doczekać się nie mogę.

edit 16:17
Nainspirowałam się tak, że mogłabym w tym momencie gołymi rękami wybudować dom i całego go urządzić. Szkoda tylko, że nie mam na to miejsca. Wizję pokoju też już mam całkiem ładną, niestety tylko, że często bywa tak, że wyobrażenie dalekie jest od efektu końcowego.

sobota, 20 września 2008

Dom nie do poznania

Dostałam mandat. Tak, taki prawdziwy od Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP w Katowicach. Oczywiście powodem jest nie co innego jak to, że nie posiadałam biletu. Dokładniej mówiąc bilet posiadałam- wciśnięty mi w rękę w ostatniej chwili przez koleżankę- niestety nie był on skasowany co jak można się domyślać zaowocowało tym, że trzymam w rękach tą ładną zieloną karteczkę od kzk. Jest to chwila bardzo doniosła ponieważ jest to mój pierwszy mandat w życiu. Pan Kanar był bardzo uprzejmy, sympatycznie poinformował mnie aksamitnym głosem "Pani Patrycjo, ma pani 3 opcje do wyboru- zapłacić od ręki 60 zł., do tygodnia czasu 80, a po upływie siedmiu dni- 120 złotych". Wybrałam opcję numer 4 to znaczy jak rasowy kryminalista- nie płacić wcale. Mam dzięki temu okazję zostać szczęśliwym wybrańcem i jako wylosowana spośród stu osób mieć sprawę w sądzie ku przestrodze innych, ale optymistycznie zakładam, że mi się jednak tak bardzo nie poszczęści i sprawa mnie ominie.

Od poniedziałku będę pracowała jako malarz pokojowy. Oczywiście zapłaty za to nie dostanę, gdyż będę swoim własnym szefem. Kuchnia w naszym nowym mieszkaniu studenckim woła o pomstę do nieba, a i pokój nie wygląda zachęcająco. Tak więc trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Ponieważ nigdy tego nie robiłam to przewiduję różnego rodzaju komplikacje natury technicznej jak i upadki morale, które mogą nam się przydarzyć po drodze. Mamy na to tylko tydzień, bo potem zaczną się ciekawe wykłady i ćwiczenia o samorządach terytorialnych i innych stosunkach międzynarodowych. Mam tylko nadzieję, że mieszkanie nie będzie wyglądać gorzej "po" niż "przed". Żeby nie było czegoś w stylu "Dom nie do poznania" tylko w sensie negatywnym.